Wiadomość

Potrójne obciążenie niedożywieniem: dlaczego jemy za dużo, a wciąż jesteśmy niedożywieni?

Ale w oficjalnym komunikacie WHO pada termin, który powinien zainteresować każdego z nas: potrójne obciążenie niedożywienia.

Potrójne obciążenie niedożywieniem: dlaczego jemy za dużo, a wciąż jesteśmy niedożywieni?

Potrójne obciążenie – brzmi egzotycznie, a dotyczy naszego talerza

Światowa Organizacja Zdrowia prowadzi właśnie w Sri Lance program wsparcia pracowników pierwszego kontaktu, którzy mają pomagać lokalnym społecznościom w kształtowaniu zdrowszych nawyków żywieniowych. Z pozoru – odległy temat. Ale w oficjalnym komunikacie WHO pada termin, który powinien zainteresować każdego z nas: potrójne obciążenie niedożywienia. Bo problem nie polega już tylko na tym, że ktoś je za mało. Polega na tym, że jednocześnie jemy za mało tego, co wartościowe, a za dużo tego, co puste kalorycznie – i to dotyczy także polskich stołów.

Czym jest „potrójne obciążenie" i dlaczego brzmi znajomo

WHO wskazuje, że na świecie niedożywienie ilościowe i braki mikroelementów współistnieją z nadwagą, otyłością i chorobami dietozależnymi – cukrzycą, chorobami serca, udarami, nowotworami. Nie chodzi o dwa skrajne bieguny globu. Chodzi o jedną populację, często o jedną rodzinę.

Widuję to w gabinecie regularnie. Dziecko, które zjada trzy bułki dziennie, ale nie dostaje wystarczającej ilości białka, żelaza ani błonnika. Rodzic, który „je mało", bo pomija śniadanie, a wieczorem nadrabia przetworzonymi przekąskami. Babcia, która wykluczyła tłuszcze, bo „są szkodliwe", a jednocześnie przyjmuje za mało witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Każdy z nich może mieć niedobory, nadwagę albo jedno i drugie naraz. To właśnie ta potrójna pułapka.

WHO podkreśla, że zdrowa dieta – oparta na adekwatności, równowadze, umiarze i różnorodności – chroni przed wszystkimi trzema formami niedożywienia. Nie potrzebujemy superfoods z drugiego końca świata. Potrzebujemy konsekwencji w codziennych wyborach.

Co WHO rekomenduje i co z tego wynika dla naszego talerza

Organizacja wskazuje na cztery filary zdrowego odżywiania: adekwatność (odpowiednia kaloryczność i składniki), równowaga (proporcje między grupami produktów), umiar (nie za dużo, nie za mało) i różnorodność (nie jeść w kółko tego samego). Brzmi prosto? W praktyce to właśnie te elementy najczęściej zawodzą.

W programie na Sri Lance WHO szkoli pracowników terenowych, żeby pomagali społecznościom w terenie – bo problem nie polega na braku wiedzy w raportach, tylko na braku umiejętności przełożenia jej na zakupy i gotowanie. U nas jest podobnie: mamy dostęp do informacji, ale codzienny talerz często przegrywa z tempem, przyzwyczajeniami i marketingiem.

Co warto zapamiętać

Zamiast szukać cudownych rozwiązań, przyjrzyjmy się prostemu schematowi, który WHO pośrednio potwierdza:

  • Nie eliminuj grup produktów – wykluczanie tłuszczów czy węglowodanów to droga do deficytów mikroelementów.
  • Stawiaj na sytość, nie na kalorie – indeks glikemiczny i zawartość błonnika mają większe znaczenie niż samo „ile kcal".
  • Zróżnicuj w ciągu tygodnia – nie musisz mieć wszystkiego na jednym talerzu, ale w skali siedmiu dni powinieneś trafić na różne źródła białka, warzyw, tłuszczów i zbóż.
  • Zwracaj uwagę na mikrobiom – fermentowane produkty, warzywa strączkowe i pełnoziarniste zboża to fundament, nie dodatek.

WHO przypomina, że niedożywienie we wszystkich swoich formach to globalne wyzwanie. Ale zaczyna się ono bardzo lokalnie – od tego, co ląduje na naszym talerzu dziś wieczorem. Nie potrzebujemy rewolucji. Potrzebujemy konsekwencji i zdrowego rozsądku.

Także w aktualnościach